Polityka lokalna

Katarzyna Kuczyńska-Budka: to ja jestem radną, a nie mój mąż. Rozmowa Dariusza Jezierskiego

Radna Kuczyńska-Budka opowiada Dariuszowi Jezierskiemu o pracy w radzie, konflikcie z Zygmuntem Frankiewiczem, współpracy z PiSem, podsumowuje sytuację w gliwickiej Platformie. Rozmowa opublikowana została na facebookowej stronie WPO: Wypowiedzi-Poglądy-Opinie.

„Woli Sannę Marin niż Hillary Clinton… Mówi, „to ja jestem radną, a nie mój mąż”… „Może obsesja, może frustracja?” , zastanawia się nad motywami jednego z senatorów…. Oto Katarzyna Kuczyńska-Budka…

Radną Katarzynę Kuczyńską-Budkę zapytałem. Przede wszystkim o Radę zapytałem, o to jak pracuje, czy jest w ogóle szansa na normalność na tym polu. Nie da się w tym kontekście nie wspomnieć o wielkim Zygmuncie, który jak duch unosi się nad gliwickimi wodami, wcale mętnymi dodajmy. Atakowana przez Frankiewicza, między innmi za rzekomą współpracę z radnymi PiS (nawiasem mówiąc czyż Frankiewicz nie był głównym krytykantem politykierstwa w RM?), radzi sobie wcale dobrze jako depozytariuszka woli zacnych gliwiczan. Nic dziwnego, że zapytałem ją też o ewentualną prezydenturę. Cóż, już wkrótce Radę czeka poważny egzamin, w trakcie głosowania nad Statutem nowej instytucji, zaproponowanym przez miasto – indagowałem więc i o to… Cóż, przeczytajcie. Wiele odpowiedzi znajduje się między wierszami”.

Dariusz Jezierski: Jaka to Rada Miejska? Czy w paru zdaniach można podsumować jej pracę?

Katarzyna Kuczyńska-Budka: Obecny, gliwicki model samorządu, to dyktat ze strony prezydenta. Pozwala na to większość, zbudowana jeszcze w kadencjach poprzednika Adama Neumanna. Dlatego prawie wszystkie inicjatywy radnych niezwiązanych z prezydenckim obozem bądź poprzez listy wyborcze, bądź inne relacje, z reguły nie mają szans na wcielenie w życie. W Gliwicach sytuacja wygląda podobnie jak w parlamencie – rządząca większość z założenia nie popiera pomysłów, które nie są ich autorstwa. W tej kadencji wnioskowaliśmy o wiele spraw – od jawności na styku miasto-miejskie spółki, po ochronę zieleni, dbałość o zabytki, wsparcie przedsiębiorców w dobie pandemii i wiele innych. Niestety, radni popierający prezydenta blokują każdorazowo takie inicjatywy. Taka sytuacja nie daje szans ani na rzetelny dialog w radzie, ani na podejmowanie potrzebnych, rozsądnych działań, oczekiwanych przez gliwiczan.

DJ: Czy współpraca w tak podzielonej radzie miejskiej jest możliwa?

KKB: To nieco filozoficzne pytanie 😊 Współpraca zawsze jest możliwa, jeśli strony tego chcą. Niestety, rzadko chcą. Niemniej przy ważnych dla gliwiczan, a dalekich od polityki sprawach, szukam wsparcia tam, gdzie to możliwe. I często znajduję. Tam gdzie łączą nas sprawy miasta i mieszkańców, i nie jest to kwestia fundamentalnych wartości i idei, powinniśmy współpracować.

DJ: A czy zdrowa jest sytuacja, w której rada gmin jest podzielona na bloki, głosujące wg partyjnego klucza, zgodnie z interesem partii?

KKB: Co znaczy „interes partii”? Jestem radną, wybraną przez mieszkańców. Moim zadaniem jest reprezentować ich interes, a nie interes partii. Dobrze się składa, że są one tożsame, bo Platforma Obywatelska docenia idee samorządności realizowanej jako działania na rzecz dobra mieszkańców. Dlatego moje zdumienie budzą reakcje obecnego i byłego prezydenta, gdy głosuję dla dobra mieszkańców, a nie po myśli ugrupowania prezydenckiego. Hipokryzją jest, że gdy prezydent ustala poparcie swoich projektów z radnymi PiS, mówi wówczas o „dialogu”. Gdy ci sami radni głosują tak jak ja np. w sprawach istotnych np. dla gliwickich przedsiębiorców, w kwestiach ochrony środowiska czy potrzebie dialogu prezydenta z mieszkańcami w Gliwicach, wtedy mówi się o spiskowaniu. I w skrócie, wracając do pytania – nie jest to zdrowa sytuacja.

DJ: U nas radni PO, przynajmniej niektórzy, wliczając Panią, nie wzdragają się przed współpracą z radnymi PiS. Pani szczególnie blisko współpracuje z radnym Chmielewskim. Mówi się, że tylko dlatego, że GIO ma przewagę. Komentarz?

KKB: Jak już powiedziałam wcześniej – pracuję tak, jak oczekuję gliwiczanie – dla dobra mieszkańców i miasta. Żałuję, że nie wszyscy o tym pamiętają. Dziura w drodze, trawnik czy plac zabaw nie mają barw partyjnych. I powtórzę raz jeszcze – w kwestiach światopoglądowych, w sprawach związanych z praworządnością, wolnością, prawami człowieka – jestem na przeciwległym do Kaczyńskiego biegunie. Gdy zaś debatujemy o wodzie, śmieciach, mieszkaniach, gliwickiej infrastrukturze czy zdrowiu – głosuję tak, by zyskali na tym gliwiczanie. Nieważne kto głosuje ze mną.

DJ: Nieuchronnie dotykamy wielkiej polityki… Samorząd gliwicki, było nie było, działa z poparciem PO, z waszej partii wywodzi się też wprost Ewa Weber. Czy Pani PO-wskie serce jest w – związku z tym – rozdarte?

KKB: Żałuję, ze w Gliwicach, gdzie tak często krytykuje się działania PiS np. za unikanie dialogu w parlamencie, czy brak jawności w kwestiach publicznych, takie praktyki są na porządku dziennym. To czysta hipokryzja. Warto przypomnieć, że Adam Neumann lata temu został wyrzucony z PO, a Ewa Weber zaś jest od niedawna członkiem koła, które sprzyja prezydentowi. Została nim tuż przed objęciem funkcji wiceprezydentki. Znam Ewę Weber od wielu lat i dobrze oceniam jej przygotowanie merytoryczne. Bacznie przyglądam się jej działaniom. Mam nadzieję, że po okresie wdrażania się w gliwickie sprawy będzie współpracować z całą strukturą gliwickiej Platformy.

DJ: Skoro jesteśmy przy Ewie Weber – niedawno spotkała się Komisja Kultury i Sportu. Zarówno Pani Weber jak i Komisja, stają przed dużym wyzwaniem: nowa instytucja, w tle likwidacja MDK, kontrowersyjna osoba wskazana jako szefowa nowego tworu, o przewidywanych przecież ogromnych uprawnieniach. Złośliwie, mała kumulacja, gwarantująca klęskę. Według Pani, jak to wszystko powinno wyglądać? Proszę o komentarz do każdej ze spraw…

KKB: W Gliwicach potrzebna jest placówka kultury, która pełnić będzie także rolę impresariatu. Jednak budowanie instytucji, która ma być ambitna (i dać gliwiczanom ofertę zbliżoną do bliźniaczych instytucji z Krakowa, Wrocławia czy Katowic) na bazie MDK (czyli stosunkowo niewielkiej placówki oświatowej, świadczącej swe usługi na rzecz dzieci i młodzieży), nie uważam za trafione rozwiązanie. Martwi mnie też sposób, w jaki rozpoczęto prace nad tym projektem – jak potraktowano zarówno pracowników, jak i gliwiczan, wśród których jest wielu gotowych współpracować przy podobnych działaniach. Stworzenie dużej, nowej instytucji w tak krótkim czasie uważam za nieporozumienie. Żaden z przytaczanych przez miasto przykładów podobnych instytucji nie powstał w tak krótkim czasie.

DJ: Zmieńmy temat. Ostatnio były prezydent miasta, senator Zygmunt Frankiewicz, wskazał imiennie Panią, a właściwie posłużył się terminem „małżeństwo Budków”, czyniąc z Was sprawców „zamieszania” wokół ŚSM, gdzie – przypomnijmy – chodzi o blisko 30 mln, pożyczonych w kontrowersyjnych okolicznościach. Psychoza, czy wyrachowanie?

KKB: Może obsesja, może frustracja? Nie mnie oceniać, jakimi pobudkami kieruje się senator. Jedno jest pewne – zamiast uderzyć się w piersi i przeprosić za błędy w czasach jego prezydentury, stara się całe zło zrzucić na innych. Nawet tych, którzy wówczas nie mieli nic wspólnego z samorządem. Ale mieszkańcy to widzą i nie dają się zwodzić takim manipulacjom.

DJ: Czy fakt, że jest Pani żoną przewodniczącego PO pomaga Pani, czy raczej przeszkadza w pracy radnej? Czy myśli Pani o karierze partyjnej, na wzór chociażby Hillary Clinton?

KKB: Dzięki Borysowi obserwuję politykę z co najmniej dwóch perspektyw – z zewnątrz i z wewnątrz. To wiele uczy. Korzystam też z jego wiedzy prawniczej i samorządowej. Dzięki polityce poznałam też wielu ludzi, których wiedza i praca bardzo mi imponują. Fakt że pracując w radzie miasta mogę korzystać z ich rad i doświadczenia jest nie do przecenienia. To niewątpliwe plusy. Minusem jest oczekiwanie niektórych (w tym senatora i prezydenta), że moje decyzje będą konsultowane z mężem, skoro jest on przewodniczącym partii, której i ja jestem członkinią. Nic bardziej błędnego. Czasy patriarchatu mamy za sobą, w rodzinie jesteśmy partnerami i każdy z nas podejmuje decyzje na własne konto. To ja jestem radną, a nie mój mąż. Jak już wcześniej powiedziałam – nadrzędne jest dla mnie przekonanie, że podejmowane przeze mnie decyzje są dla gliwiczan najlepszymi z możliwych. Marzę by Gliwice stały się miastem życzliwym swoim mieszkańcom. By młodzi ludzie nie uciekali stąd dlatego, że to miasto nie oferuje im tego co dają Katowice, Sosnowiec czy Mikołów. Stawiam przed sobą zadania i staram się je realizować. Wiem też, że skuteczność, także polityczną, osiąga się w zespole, a nie w pojedynkę. A gdybym miała wskazać kobiety, dla których polityka jest częścią życia, to wolę Sannę Marin niż Hillary Clinton.

DJ: Wydaje się, że mamy do czynienia z silną reprezentacją PiS i wyjątkowo słabym w tym kontekście prezydentem. Zapewne w wyborach 2023 PiS spróbuje zdobyć miasto PO, Gliwice. Wygląda na to, że to będzie szczególnie odpowiedzialna dla PO kampania. Wskazałbym obecnego wojewodę Wieczorka i radnego Łukasza Chmielewskiego, mocno lansowanego przez sympatyzujące z PiS Gliwice od Nowa jako poważnych kandydatów. Poważna musi być także kandydatura PO. Po Waszej stronie widzę jednie dwie możliwości – Pani, lub profesor Marek Gzik. Czy w tej sytuacji będzie Pani kandydowała?

KKB: Na pewno PO nie popełni błędu z poprzedniej kadencji, gdy wycofana została kandydatura prof. Marka Gzika. Jeszcze nie czas na nazwiska. Pracujemy w dużym zespole, który w odpowiednim czasie wyłoni najlepszego kandydata lub kandydatkę.

DJ: Na koniec proszę o krótkie podsumowanie sytuacji w gliwickiej PO. Dwa koła PO – mocno związana z Grzegorzem Schetyną i Zygmuntem Frankiewiczem posłanka Marta Golbik… Wewnętrzne rozdarcie? Nie wróży to najlepiej na przyszłość. Pamiętamy zamieszanie z kandydowaniem Marka Gzika na prezydenta miasta, a zwłaszcza z jej prawie natychmiastowym wycofaniem.

KKB: Zadaniem struktur lokalnych jest praca na rzecz mieszkańców. Nie oznacza to, że powinniśmy popierać prezydenta w działaniach, które nie znajdują uznania mieszkańców. Jestem wiceprzewodniczącą koła „Aktywni” Platformy Obywatelskiej i z dumą mogę powiedzieć o wielu inicjatywach, które zrealizowało i realizuje nasze koło. Dwie struktury to większy potencjał, a dobra rywalizacja – jeśli odbywa się uczciwie – powinna być korzyścią dla Gliwic.

Rozmowa przedrukowana za zgodą autora wywiadu. Link do oryginalnego tekstu- WPO: Wypowiedzi-Poglądy-Opinie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button