Kultura

Arbeitslager Gleiwitz I – gliwickie podobozy KL Auschwitz

W Gliwicach w latach 1944-1945 funkcjonowały cztery podobozy KL Auschwitz. Te miejsca nadal istnieją, obok nas i naszych domów. Pamięć o nich jednak jest znikoma. Gdzie dokładnie obozy były zlokalizowane? Czy coś po nich zostało? Szukamy pozostałości po nazistowskich obozach przymusowej pracy.

Przy bramie głównej jeden z SS odczytał numery kilku więźniów, w tym mój numer. Natychmiast wsadził nas do ciężarówki (…). Zabrano nas do Gliwic. Więźniami specjalistami przywiezionymi ze mną do Gliwic byli w większości stolarze. (…) Na miejscu odkryliśmy, że nasza mała grupa była pierwszym transportem gliwickim. Naszym zadaniem było przygotowanie obozu na kolejny transport więźniów – wspominał po wojnie Leon Trześniower, więzień pierwszego obozu na trenie Gliwic.

Kadr z filmu „II wojna światowa w Gliwicach – gliwickie podobozy KL Auschwitz” / Muzeum w Gliwicach

W momencie naszego przyjazdu do Gliwic na łąkach przy nasypie kolejowym był tylko jeden mały barak dla konia. Obok tego baraku stał bunkier. Najpierw wyprowadziliśmy konia, a potem wymyto i uprzątnięto barak. Potem położyliśmy łóżka dla esesmanów, musieliśmy spać na podłodze (także w tym samym baraku). Przez około półtora tygodnia nie pracowaliśmy. To był dla nas bardzo ciężki czas, ponieważ nie mieliśmy co jeść. (…) Zaledwie kilka dni później zabrano nas do kantyny przy Wagenwerke, gdzie dali nam zupę. Tydzień później przyjechał przywódca obozu z czterema esesmanami. Wkrótce przybyły wagony załadowane kolejkami wąskotorowymi i podkładami. W nocy je rozładowywaliśmy. Potem pracowaliśmy przy budowie bocznicy kolejowej, która prowadziła do naszego obozu.

Wszystko zorganizowały Kolejowe Zakłady Naprawcze Rzeszy

Tak wyglądały początki pierwszego obozu pracy przymusowej Arbeitslager Gleiwitz I. Powstał on w 1944 roku z inicjatywy kolejowych zakładów naprawczych Rzeszy. AL Gleiwitz I organizacyjnie był filią niemieckiego nazistowskiego obozu KL Auschwitz-Birkenau. Budowę i zakup wyposażenia sfinansował zakład produkcyjny. Baraki wybudowano przy ówczesnej Am Werkgraben Strasse (obecna ul. Przewozowa), w odległości 2 km od miejsca pracy więźniów w zakładach kolejowych. Już marcu 1944 r. do Gliwic przybył pierwszy transport, byli to Polacy, Rosjanie i Ukraińcy, którzy zostali wyznaczeni do pracy jako wykwalifikowani rzemieślnicy: kowale, ślusarze i spawacze. Po kilku tygodniach zaczęły docierać pierwsze grupy więźniów żydowskich z Monowic, a w maju 1944 r. przywieziono transport ok. 2 tys. Żydów z Węgier. Zostali oni umieszczeni w obozach AL Gleiwitz I i AL Gleiwitz II.

Jak wyglądał obóz?

Podobóz miał kształt prostokąta o wymiarach 150 m na 50 m. Od strony dzisiejszej ul. Przewozowej, nasyp kolejowy (obóz skomunikowany był koleją wąskotorową) otoczony był wysokim betonowym murem, nad którym zawieszono drut kolczasty. Pozostałe boki obozu ogrodzono ogrodzeniem zbudowanym z betonowych słupków, a pomiędzy słupami rozciągnięto drut kolczasty pod napięciem. Na zewnątrz ogrodzenia znajdowały się drewniane wieże strażnicze wyposażone w reflektory. Wzdłuż ulicy Przewozowej, gdzie przebiegała kolejka wąskotorowa, znajdował się betonowy bunkier ochrony przeciwlotniczej (Splitterschutzzelle). Główne wejście do podobozu znajdowało się po stronie północno-wschodniej. Brama była dwuskrzydłowa i zbudowana z żelaznej ramy wypełnionej siatką drucianą. Nad bramą znajdował się napis „Arbeit Macht Frei”. Tuż za bramą stała wartownia SS, w pobliżu znajdowały się koszary strażników. Na terenie podobozu znajdowało się kilka baraków drewnianych, z których około połowa służyła jako pomieszczenia mieszkalne dla więźniów. W każdym z nich spało ponad 200 osób, w zależności od liczby więźniów w podobozie. Spali na trzypiętrowych, drewnianych pryczach z wypełnionymi materacami i poduszkami.

Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau odwiedziło teren podobozu Gleiwitz I w dniu 30 maja 1962 r., aby sfotografować jego pozostałości. Zanim odwiedzili podobóz, uległ on całkowitemu zniszczeniu. Zdjęcia z ich wizyty pokazują ocalałe fundamenty baraków i wież strażniczych oraz pozostałości betonowego bunkra, ale niewiele więcej. Budynki widoczne w tle stoją do dzisiaj, dlatego mogą być punktem odniesienia dla poszukiwań pozostałości obozu.

Dziś po tych szczątkach nie zostało już prawie nic. Trochę gruzu, resztek cegieł i betonu. Ciężko powiedzieć co jest pozostałością obozu, a co zostało nawiezione przez lata.

Analizując stare fotografie można przypuszczać iż na poniższych zdjęciach widzimy pozostałości głównej bramy wejściowej do obozu:

Cyklop – Anioł Śmierci

Wśród osadzonych dominowali Żydzi, ale można też było trafić na Polaków, Rosjan i Ukraińców, a także niemieckich kryminalistów, którzy na ogół pełnili funkcje kapo. Pierwszym zarządcą obozu został Otto Moll, zwany Cyklopem, 20-letni sierżant sztabowy (SS-Hauptscharführer.). Zanim trafił do Gliwic, pracował w KL Sachsenhausen, później w KL Auschwitz. Początkowo kierował pracami rolnymi, później był kierownikiem karnej kompanii (Strafkompanie), a do chwili uruchomienia krematoriów w Brzezince był szefem Sonderkommando zatrudnionego przy spalaniu zwłok zagazowanych więźniów. Za swoją zbrodniczą działalność został odznaczony przez Hitlera wojennym krzyżem zasługi I klasy z mieczami.

W marcu 1944 r., gdy powstał AL Gleiwitz I, Molla skierowano na stanowisko komendanta tego obozu, na krótko jednak. W maju na powrót trafił do Auschwitz-Birkenau, gdzie przeprowadził akcję wymordowania Żydów deportowanych z Węgier jako szef krematoriów i komór gazowych. Żydzi z Sonderkommando, którzy pomagali w gazowaniu i kremacji, nazywali go „Malahamoves”, „Anioł Śmierci”. Po zakończeniu „akcji węgierskiej” z końcem 1944 r. Moll wrócił do Gleiwitz I i tu pozostał aż do ewakuacji obozu 18 stycznia 1945 r. Nawet na tle swoich kolegów z SS odznaczał się bezprzykładnym sadyzmem; zabijał osobiście, a jego morderstwa wyróżniały się osobliwym zrytualizowaniem i nierzadko seksualnym podtekstem. Z jego rozkazu do wykopanych w maju 1944 roku za krematorium V wielkich dołów wrzucano żywcem dzieci. W grudniu 1945 roku, wyrokiem amerykańskiego Sądu Wojskowego w Dachau, został skazany na karę śmierci i stracony przez powieszenie w maju 1946 roku.

Komendantami obozu byli także SS-Oberscharführer Friedrich Jansen oraz SS-Oberscharführer Richard Stolten.

Do pracy szli przy dźwiękach orkiestry

Więźniowie pracowali przy remontach wagonów i cystern kolejowych, a dodatkowo w ślusarni, kuźni, kotłowni i przy budowie drogi przebiegającej obok zakładów Wagenwerk. Pracowano na dwie zmiany po 12 godzin dziennie. Zdarzało się, że więźniowie nie opuszczali miejsca pracy i spali kilka godzin w remontowanych wagonach. W obozie panowały niezwykle ciężkie warunki. Jeżeli dla kogoś zabrakło zajęcia, wykonywał on tzw. Steinetragen – przenosił kamienie z hałdy do obozu i z powrotem. W obozie panowała wysoka śmiertelność. Co jakiś czas przeprowadzano selekcję – niezdolnych więźniów wywożono do komór gazowych w Birkenau. Wiele egzekucji przeprowadzał sam komendant obozu Otto Moll.

Więźniowie nosili standardowe pasiaste mundury z odznaką obozową na piersi i numerem obozowym. Na plecach i nogawkach spodni mieli czerwone paski. Podstawowym obuwiem więźniów były chodaki, ale noszono je tylko w godzinach pracy. Do pracy szli boso, trzymając obuwie w ręku, co zapewne wprowadzono w celu zapobieżenia ucieczkom. Na głowach nosili pasiaste czapki.

„W niedziele i święta nie pracowaliśmy w warsztatach naprawczych. Jednak w te dni więźniowie nie mogli odpocząć, bo do obozu musieli wnosić kamienie z oddalonego o około półtora kilometra miejsca. Kamienie te posłużyły do ​​wyrównania terenu obozu. Więźniowie słabi fizycznie sprzątali w tym czasie otwory w toaletach. Nosili wiadra z ekskrementami z latryn na okoliczne łąki. Nagie zwłoki więźniów rozstrzelanych podczas domniemanej próby ucieczki ustawiano na placu apelowym na specjalnie przygotowanym stole. Obok znajdował się znak informujący, że mężczyzna na stole został postrzelony podczas próby ucieczki i że ten sam los spotkał wszystkich więźniów, którzy próbowali uciec”.

Więźniowie szli do pracy przy dźwiękach orkiestry. Składała się z około 25 więźniów, którzy w ciągu dnia byli zatrudnieni w kuchni. Dawali też koncerty na polecenie SS oraz w niedzielne popołudnia. Marsz do pracy wspomina jeden z byłych więźniów, Józef Szymczak: – Po apelu porannym ok. Godz. 05.00 wyprowadzono nas z prowizorycznego obozu przez bramę (…). Szliśmy pięcioma obok siebie, pod nadzorem SS i kapo. Musieliśmy śpiewać różne piosenki (mogliśmy śpiewać po polsku). Jak już wspomniałem, chodziliśmy boso do pracy, trzymając w rękach nasze chodaki. Niektórzy więźniowie próbowali podłożyć sobie tekturę pod nogi, ale esesmani ich bili. Po drodze napotkaliśmy mieszkańców miasteczka (spacerowaliśmy po mieście), którzy patrzyli na nas z zaciekawieniem, niektórzy ze współczuciem. SS wytłumaczyło im, że jesteśmy niebezpiecznymi bandytami.

„Hurra, hurra, wir sind wieder da”

W czerwcu 1944 roku uciekło dwóch więźniów: Niemiec Ludwig Ligotzki i radziecki Andrei Dryhajlo. Obaj nie mieli szczęścia, w ciągu kilku miesięcy trafili ponownie do obozu. Jedenastu więźniów uciekło tunelem wykopanym pod podłogą ich baraku. Samuel Stoeger zeznał: – W czasie mojego zatrzymania z obozu Gliwice I uciekło dziewięciu Sowietów i dwóch Polaków. Przedostali się poza ogrodzenie obozu przez przejście, które wykopali pod ziemią w bardzo pracochłonny i pomysłowy sposób, i uciekli. Kilka dni później złapano dwóch Rosjan. Wokół obozu maszerowali z następującymi napisami na ich osobie: „Hurra, hurra, wir sind wieder da” (Brawo, hura, wróciliśmy). Kilka dni później do obozu podjechały dwie ciężarówki. Z pierwszej ciężarówki wysiadł pluton esesmanów w hełmach, z drugiej wyładowano dwa zestawy przenośnych szubienic. Ustawiono ich przed placem apelowym i powieszono dwóch schwytanych rosyjskich uciekinierów. Oboje zachowywali się bardzo odważnie. Egzekucja odbyła się na apelu wieczornym, a wszyscy więźniowie zgromadzeni na apelu musieli czuwać. Dla lepszej widoczności więźniowie w pierwszej linii siedzieli, ci za nimi klęczeli, a ci z tyłu stali.

Dawna Wagenwerke (później Zakład Naprawczy Taboru Kolejowego, ostatnio Gliwicka Fabryka Wagonów) ciągnie się wzdłuż ulic Błogosławionego Czesława i Sportowej, natomiast od północy graniczy z główną linią kolejową łączącą Gliwice i Katowice. Ogromna, imponująca hala główna Wagenwerke, o długości 350 mi szerokości 80 m, służąca do naprawy taboru, w której pracowali więźniowie Gleiwitz I, istnieje do dziś. W Wagenwerke znajduje się również wiele oryginalnych budynków z okresu wojny.

Tak dziś wygląda miejsce pracy więźniów obozu:

Likwidacja obozu

17.01.1945 r. w obozie przebywało 1336 więźniów. Następnego dnia SS-mani przystąpili do likwidacji obozu. 19 stycznia przeprowadzono selekcję, podczas której rozstrzelano 100 więźniów. Pozostałych poprowadzono pieszo w tzw. marszu śmierci do Arbeitslager Blechhammer, położonego na terenie dzisiejszego Kędzierzyna-Koźla. Marsz trwał dwa dni. „Każdy, kto nie mógł iść dalej, był po drodze rozstrzeliwany przez esesmanów. Większość ofiar zginęła, gdy transport szedł przez las. Esesmani wrzucali zwłoki rozstrzelanych ludzi do rowów na poboczu drogi. Po trzech dniach marszu dotarliśmy do Blechhammer. Ani razu w ciągu tych trzech dni nie dano nam gorącego posiłku ”. Z powodu postępującej ofensywy Armii Czerwonej w podobozie Blechhammer panował kompletny chaos. Część więźniów z Gliwic uciekło z Blechhammer, inni zostali zabici podczas ostrzału koszar przez SS. Samuel Stoger podczas marszu śmierci z Gliwic był świadkiem dezercji strażników SS: – Wkrótce po tym, jak zostaliśmy zatrzymani w obozie w Blechhammer, esesmani rozproszyli się, porzucili broń i przebrani w cywilne ubrania lub nawet pasiaki zdali sobie sprawę, że jesteśmy bliscy wyzwolenia. W obozie Blechhammer niemieccy strażnicy wybrali 100 więźniów do dalszej ewakuacji pod eskortą wszystkich SS-manów, którzy służyli w obozie AL Gleiwitz I. Po trzech tygodniach marszu dotarli oni do obozu koncentracyjnego Gross Rosen. Następnego dnia załadowano więźniów do otwartych wagonów i przewieziono do obozu koncentracyjnego Buchenwald. Podróż na stojąco w otwartych wagonach trwała pięć dni.

Upamiętnienie

Na ścianie budynku Zakładów Doświadczalnych Instytutu Spawalniczego przy ul. Przewozowej 32 umieszczono tablicę pamiątkową. Na tablicy znajdował się napis w języku polskim: „Na tym terenie w latach II wojny światowej istniał hitlerowski obóz – filia obozu koncentracyjnego KL Auschwitz-Birkenau. Pamięci ofiar nazizmu. Towarzystwo Opieki nad Majdankiem i Towarzystwo Przyjaciół Gliwic, Gliwice 1979”. W ostatnich latach tablica przeniesiona została z budynku na postawiony specjalnie w tym celu mur z cegły. Instytutu Spawalniczego też już nie ma.

W pobliżu znajduje się budynek stacji transformatorowej, który dostarczał prąd do podobozu Gleiwitz I. Widać go w tle na zdjęciach z roku 1962, gdy miejsce dokumentowali pracownicy Muzeum Auschwitz-Birkenau.

W pobliżu znajduje się budynek stacji transformatorowej, który dostarczał prąd do podobozu Gleiwitz I

Obóz znajdował się na terenie obecnych nieużytków, na południe od stadionu boiska piłkarskiego, między budynkami Instytutu Spawalnictwa a obecnym PEC (1945 roku była tam hałda). Na południe od obozu rozpościerały się niezagospodarowane łąki.

Udało nam się porozmawiać z mieszkańcami okolic, którzy pamiętali lata 1945-50. Opowiadali o istniejących na tym terenie pozostałościach bramy, bunkra, ogrodzenia. Dziś wszystko zostało zlikwidowane. Co ciekawe, jeden z mieszkańców opowiedział nam o kanale, który przebiegał obok obozu. Łączyć się on miał z Kanałem Gliwickim, a obsługiwany był za pomocą koni pociągowych, które szły po obu brzegach kanału ciągnąc za sobą barkę.

rycina poglądowa/ źródło: www.stajniatrot.pl

Fragmenty zeznań Samuela Stoegera, młynarza więzionego w obozie Gleiwitz I, przesłuchiwanego w charakterze świadka przez Główną Komisję Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce:

W obozie w Brzezince przebywałem tylko przez kilka dni. Trzymano nas w baraku położonym niedaleko obozu cygańskiego, stłoczonych [w liczbie] ponad tysiąca osób. Po przejściu zwykłej procedury przyjęcia, a więc: kąpieli, tatuowaniu i rejestracji wybrany zostałem do grupy ok. 1500 więźniów, którą następnie samochodem ciężarowym przewieziono do obozu pobocznego w Gliwicach, oznaczonego oficjalnie nazwą Gliwice I.

Był to obóz, którego więźniowie pracowali w warsztatach naprawczych [taboru] kolejowego (Reichsbahnausbesserungswerkes, RAW). Składał się on z kilkunastu – zdaje się 14 – baraków. [Był] czysto i schludnie urządzony, gdyż zbudowany został kosztem RAW. W obozie tym zastaliśmy już kilkudziesięciu więźniów Polaków i kilkudziesięciu Rosjan. Szefem obozu w czasie naszego tam przybycia był Otto Moll. Funkcję tę pełnił w Gliwicach do połowy grudnia 1944 r., kiedy to przeniesiony został ponownie do centrali w Oświęcimiu. Nazwiska jego następcy nie pamiętam.

(…) Wymarsz i powrót odbywały się przy dźwiękach orkiestry obozowej; nad główną bramą do obozu wisiał widniał napis „Arbeit macht frei”. Pracę wykonywaliśmy pod bezpośrednim nadzorem SS-manów z załogi obozowej. W czasie pracy znęcali się oni nad więźniami, bijąc ich z najbłahszego, a najczęściej bez jakiegokolwiek powodu. Spóźnienie się więźnia na zbiórkę obozową, zaśnięcie przy pracy, względnie wyjście przez więźnia z hali fabrycznej dla załatwienia potrzeb fizjologicznych traktowane było jako próba ucieczki i osobę taką na miejscu SS-mani rozstrzeliwali. Przypominam sobie dokładnie wypadek, kiedy to po odszukaniu więźnia, który ze zmęczenia zasnął, SS-mani pobili go w sposób nieludzki, a następnie wyciągnęli z czoła kolumny więźniów wracających z pracy i zastrzelili. Jego zwłoki – był to młody Węgier – zanieść musieliśmy do obozu i tam w umywalni wykąpać.

(…) Moll rozstrzeliwał więźniów osobiście za najdrobniejsze przewinienie. Pewnego razu przyłapał mnie na gotowaniu ziemniaków, które otrzymałem na terenie warsztatu. Przyjął, że ziemniaki te ukradłem z magazynu obozowego, nie dał wiary moim wyjaśnieniom, pobił mnie, sponiewierał, poszczuł psem, a następnie kazał mi uciekać „na wolność” („Lauf auf die Freiheit!”), wskazując przy tym na druty ogrodzenia obozowego. Gdy się wzbraniałem, zagroził mi rewolwerem. Nie mając innego wyjścia, pobiegłem do drutów i wspiąłem się na nie. W tej chwili padły z wież wartowniczych cztery strzały. Żaden z nich mnie nie ugodził. Prawie w tym czasie nadjechał zastępca Molla, który dozorował naszą pracę na terenie warsztatów i znał mnie jako pracowitego. Wstawił się on za mną u Molla i uchronił mnie w ten sposób od śmierci. (…)

Prócz Żydów polskich, Polaków i Rosjan przebywali w obozie w Gliwicach Żydzi francuscy, holenderscy, belgijscy, węgierscy, czechosłowaccy, jeden Żyd amerykański i jeden Żyd Turek. W 90 proc. był to obóz żydowski. W czasie mego pobytu w tym obozie, a więc w niespełna pół roku, pochłonął ten obóz przez selekcje i śmierć „naturalną” ok. 1500 więźniów, a więc w okresie tym zmienił się prawie cały komplet. Pod koniec mego pobytu w obozie było jeszcze przy życiu bardzo niewielu z tego transportu, którym przybyłem do obozu. (…)

Zaznaczam, że funkcje kapo w obozie w Gliwicach pełnili niemieccy zawodowi przestępcy, Oberkapo był Peter (nazwiska nie pamiętam), który już od lat 12 przebywał w obozach za zamordowanie własnej rodziny. Zastępcą jego był kapo Neumann, również zawodowy przestępca, były clown cyrkowy.

Odczytano. Na tym czynność i protokół niniejszy zakończono.


Bartosz Rybczak

Przy powyższej publikacji obficie korzystano z następujących źródeł:

Archiwum Muzeum Państwowego Auschwitz-Birkenau
Materiały Muzeum w Gliwicach
www.majdanek.com.pl
https://przystanekhistoria.pl/
https://sztetl.org.pl
https://tiergartenstrasse4.org
https://www.zapisyterroru.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button